Idą na
Bitwę Warszawską w 3D
jak myśmy kiedyś szli
na
Bitwę o Moskwę z lektorem
do kina w cygańskiej dzielnicy,
gdzie był przed wojną
żydowski cmentarz.
„Dbaj o siebie” – powiada Platon
i pokazuje swoją kobiecą twarz
w plasterkach ogórka.
„Internet to podstawa” – śmieje się Hiob,
i liczy stada owiec
muskając najnowszy tablet.
Ulica bilbordów jest pusta o dziewiątej
i oślepia ich to samo słońce,
co nas po nieprzespanej nad
Przedwiośniem nocy.
To byli wszystko szaleńcy,
którzy dla idei
mogli się targnąć na życie –
zwłaszcza cudze…
Mówię o publiczności.
Teraz też jest fajnie,
chociaż inaczej…
Śniło mi się, że znów miałem
rozbrajający pesel
i pracowałem w redakcji pisma literackiego
w śródmieściu przy starówce.
Mała kamienica, trzy piętra
po drewnianych schodach,
biurko z szufladą i szafką na kluczyk,
a w szafce szklanka
i grzałka z wytartym kablem.
Za oknem ceglany mur i fragment rynny…
Chciałbyś to przeżyć ze mną jeszcze raz?
Wszystko rób powoli, co nagle, to po diable.
Fusy po kawie wrzucaj do zlewu,
ale liście po zielonej herbacie
tylko do ubikacji.
Do Lidla bierz torbę z Tesco,
a do Tesco z Lidla.
Dbaj o zęby.
Płać rachunki w terminie.
Ucz się arabskich przysłów.
Po świętach przyjdzie wyprzedaż,
ale wiosną będzie drożej, choć trzynastki
i tak wymiotą półki.
„Moody-sroody” – mówi baba z kiosku,
wydając mi resztę za gazetę,
którą kupuję dla drobnych na parking.