Obudowa jak wzór metra sześciennego,
poobijana od wędrówek po biurkach.
Monumentalny przycisk „power”,
a obok czarna dziura po kontrolce.
Poniżej stacja dyskietek Toshiba Centralna,
z peronem, który mógłby połknąć
rentgenowską kliszę. Skąd się tu wziąłeś
na naszym śmietniku – mózgu elektronowy,
pierworodny IBM-u?
To były czasy: chłopaki z osiedla wskakiwali
w gajery prezesów. Wszystkie granice
były zielone jak liście kapusty.
Dziarsko porastał chwastami przemysł,
dając tlen inwestycjom. Mnożyły się
a później oscylowały konta. A on to wszystko
ustawiał równiutko w kolumny
i sumował. Na twardym dysku
ma każde z tamtych zer.
Monitor kaput. Koty porwały myszkę.
Przyciski klawiatury chrzęszczą
pod butami menela. Umiera w nas niesforny
hardware i tylko procesor wciąż się broni
jak prorok w górskim gnieździe:
wielkie liczby są czasem mniejszeod liczb najmniejszych;wszystkie liczby są piękne i przynoszą szczęście.