« Ślad
 
Keymart. Apokalipsa

Przepycham się za nimi przez labirynt
półek. Kiedy zatrzymują się przy stoisku
z pieczywem, ja też
się zatrzymuję. Ona bierze
bochenek razowego chleba,
on dwa rogale; ja nic nie biorę.
Mija nas para staruszków. Kobieta z
dwójką dzieci, kilkoro małolatów
na rolkach. Ich dwoje odczekuje
chwilę i idzie dalej; ja też idę.
Obok stoiska z alkoholem on spotyka
znajomych z biura. Tamta impreza była
naprawdę świetna. Jane to niezła laska.
No to cześć; do zobaczenia w robocie.
Podsłuchuję i przyglądam się
ich odbiciom w szybie.

A gdybym nagle zgasił światło i
zapalił horyzont? Gdybym rozpiął
na niebie łunę i wypełnił powietrze
opętańczym wyciem, pióropuszem dymu?
Kto kogo by stratował, zrzucił
ze schodów, zmiażdżył, udusił?
Czyja krew zrosiłaby podłogę,
dywany, lustra? Ile miłości i przyjaźni
skończyłoby się wyścigiem między półkami
do drzwi, do parkingu, i dalej, do autostrady?

Ale nic takiego na razie nie robię.
Idę za nimi aż do kasy. Wesoło
mruga pistolet do czytania kodów.
Dziękujemy za zakupy i zapraszamy następnym
razem. Z tym kuponem schab o pięć procent taniej.

Przed sklepem pomagam im odsunąć wózek
na chodnik. Proszę uważać, bo wypadnie
państwu chleb, mówię, jeździec apokalipsy
od siedmiu boleści.

(Świat dla opornych, 1997)

 

Niniejsza strona zawiera działa literackie, będące wytworem wyobraźni autora. Wszelkie podobieńtwo do istniejących osób i zdarzeń - użycie imion i nazwisk, czy szczegóły opisywanych sytuacji - jest niezamierzone i przypadkowe.