« Ślad
 
Okna

Te niemal rozpadające się w rękach,
z sypialni od południa, jak o nich mawiał
Tore Berlin javla fönster. I te z salonu od północy,

nie tknięte zębami niżów, zwiastuny dusznych
i słodkich snów na jawie. Szorstka faktura okien,
a nade wszystko zapach, jakby każde spojrzenie zostawiało

kropelkę potu tego, który patrzy. Zaklęte w nich musze
rojowiska i osady pająków. Wyjmowanie okien z framug,
błądzenie ślepymi korytarzami, zadyszka marszu

przez podwórko w kwadratowych aureolach.
I już w malarni, pustynny oddech opalarki,
wielkie improwizacje szpachlą, pęd godzin,

które przepadają pod warstwami farby.
A następnego dnia mycie zatłuszczonych szyb
i procesje na piętro z adoracją jasnych sztandarów.

Strzeliste okna sensu, a za nimi jakiś świat.
Okna bez klamek, bez parapetów, bez futryn,
okna nabiegłe tęczą jak wodospad.

Wyjrzałem przez okna o brzasku i zobaczyłem
błękit nieba nad kryształowym miastem,
miejsce, wszystko wiedzące, nie mające początku.

Pugerup, czerwiec 1999

(Tivoli, 2000)

 

Niniejsza strona zawiera działa literackie, będące wytworem wyobraźni autora. Wszelkie podobieńtwo do istniejących osób i zdarzeń - użycie imion i nazwisk, czy szczegóły opisywanych sytuacji - jest niezamierzone i przypadkowe.