« Ślad
Pożegnanie księżyca
Jeszcze nie wspiął się nad oliwkowy profil miasta,
gdy usta Laury spotkały usta Filona
i nie wiadomo kto kogo zaprowadził
na wspólną kąpiel w kamionce za cementownią,
a później leżenie blisko siebie przy urwistym brzegu,
gorliwe odganianie komarów, zbędne słowa, i nagle
wypłynął sponad rzędu topól, sponad zadaszenia
stacji benzynowej, sponad uśpionej
ściany bloków, i oświecił mokre włosy, rozrzucone
ubrania, a później szczelinę między ciałami
wtulonymi w twardą ziemię, i migotał
rytmicznie w nitce śliny, wygięty, rozpędzony,
tęczujący blask, hymn, lot, krzyk, krew, już.
(Świat dla opornych, 1997)