« Ślad
Wehikuł czasu (fragmenty)
Mamy doświadczalne dowody, że czasoprzestrzeń jest zakrzywiona (potwierdzają to obserwacje ugięcia promieni światła podczas zaćmień) oraz że można nadać jej taką krzywiznę, aby możliwa była podróż w czasie.Stephen Hawking, Krótka historia czasu
I
Podróżnik w czasie
Podróżnikowi w czasie najbardziej doskwiera
frywolna ulotność tej jego podróży trzecią klasą.
Jeszcze wczoraj był w Puławach, wędrował przez Sierra,
nad jeziorem Ringsjön oddawał się wywczasom –
a dziś została z tego różnica napięć w galarecie
mózgu, które nie pomieści ani ziarnka, ani piasku,
nie mówiąc o widoku z trzepakiem i kubłem na śmiecie...
Marzy mu się Empireum – słup saturnowego blasku,
gdzie każda chwila trwa wstrzymana, osobna i czysta.
Na dolnych piętrach kopcą wulkany, niby rząd zniczy
pośród lamentu popiołu i zawodzenia Mefista.
Wyżej widzimy boogie-woogie płyt tektonicznych.
Wreszcie pojawia się ramapitek, potem homo erectus
podczas toalety – tylko dla widzów dorosłych...
Historia ma swój początek w szczytowej części obiektu:
katalog wojen wieńczą zgliszcza spowite przez porosty.
Zimowy ranek. Trzymając łyżkę owsianki w ręce,
Podróżnik w czasie poprawia kołnierzyk koszuli
i mówi mamie, że już naprawdę nie może więcej...
A potem wszystko znika jak w czarodziejskiej kuli.
II
Imiona miejscowości: Damboniówek
Trzy wieżowce, a w każdym kotłownia z palaczem na cyku,
no i komin plujący w niebo gęstymi kłębami.
Tuzin podłużnych bloków, jak sfora złuszczonych jamników,
naprzeciw jednostki wojskowej i hali "OFAMY".
Skup makulatury, nieczynny, szkoda mitręgi.
Bar "Roma", smacznie i tanio od poniedziałku do piątku.
Środek pamięci, z którego rozchodzą się kręgi
słów i obrazów, miejsce miejsc, biała grota początku.
Pierwsze drzwi windy, potem drugie, potem przycisk 8,
piekielny chrobot, dudnienie i strach, że nie stanie,
minie dziesiąte, wjedzie w sufit, strzaska osie...
Uff, stanęła... Zsyp, korytarz, przedostatnie mieszkanie.
Mama upina kok przed lustrem. W kuchni kipi mleko.
Tato wybiega z łazienki, bo poczuł, że gaz się ulatnia.
Na dworze zaczyna szarzeć. Szkoła jest niedaleko,
ale lepiej wyjść wcześniej i zdążyć przed tłokiem w szatniach.
Po lekcjach gramy w nogę. Może znów strzelę rogala?
Nie możesz tego pamiętać, więc chociaż rymów nie spartol.
Prawdziwy jest za to błysk, który się w łysej głowie zapala:
- A jeśli żyłem tylko, aby żyć? - I tak było warto.
VI
O nierównomiernych postępach zapominania
Pudełko się skleiło na fest, nie otworzysz, daj sobie bromu.
Zresztą i tak nie ma w nim ani jednej dobrej zapałki,
tak jak nie ma białych kopert, na co one komu
Za to jest rwetes w "1001 drobiazgów": rzucili sandałki.
Buty to skarb, więc uważaj, nie goń po rabatkach,
podeszwy łatwo zgubić, a kałuże to zmora.
W telewizji po dzienniku znów dali Uszatka,
a tato robił w kuchni - wodę do akumulatora.
Tylko nie sypnij w szkole. Kto kosit? Leonid kosit.
U Ericha kosa. I u Gustava. Strach wyjść na podwórko.
Generał zapewnia, że musiał, bo dostał cynk z Rosji.
- Kilo zwyczajnej poproszę. - Z kością czy ze skórką?
Kartki na mydło. Flaszka za garść krówek. Kania za Gierka.
ZOMO-sapiens. KłamsTVo. Orzeł pokona WRON-ę.
Może to był syn, a może sen. Gra, a może gierka.
Ofiary porwania nie żyją. Wszystkie adresy spalone.
A najśmieszniejsze jest to, że dzisiaj pamiętasz
tylko bzy przy ulicy prostej niby ramię wahadła.
Dotyk ławki pod blokiem. Wyprawy na poniemiecki cmentarz.
I jaka Jadzia była śliczna, zanim pierwszy raz wpadła.
VII
Miłość Swanna
Za jednostką wojskową, gdzie się ściele zielona dolina,
są ogródki działkowe przecięte wysokim nasypem.
Na grządkach właśnie wzeszły rzodkiewka, seler i szpinak:
teraz ostrożnie, furtka może po deszczu zaskrzypieć.
Biała altana ze stromym dachem, gankiem i pergolą.
Na ścianach boazeria aż po pilśniowy sufit.
Tanie i marne sprzęty: stolik, tapczanik pod kolor,
żyrandol ozdobiony zeszłorocznym lepem na muchy.
Urzekająca jej twarz, na policzkach karmazynowy przypływ.
Wolno zdejmuje sweter i nagle krzyczy: ratunku, pająk!
Po chwili, już bez swetra, mówi lekko ochrypłym
głosem, trzepocząc rzęsami: te guziczki się rozpinają.
Ciało nietrwałe, senna maro, nie rozwiewaj się, zostań
takim jak jesteś teraz, gdy darzysz upojeniem,
piękności, która przeszywasz mnie, boleśnie ostra -
tuliłeś jej kruche ramiona, kochanek-straceniec.
Miała nieznośny łupież. Ułamane pół górnej jedynki.
Na szyi miedzianą pacyfkę. W tornistrze słoiczek z klejem.
Myliła Prusa z Proustem. Ostatnio czytała Muminki.
A jednak tak. Nie wierzgaj. "Miłość jest wszystkim, co istnieje".
IX
Ostatnie trzy minuty
Jeżeli gęstość materii jest mniejsza od gęstości krytycznej, to Wszechświat jest nieskończony i będzie się rozszerzał zawsze. Nasi potomkowie, jeśli będą jeszcze istnieć, zaobserwują powolne dopalanie się reakcji termojądrowych w gwiazdach przekształcających się w kosmiczny popiół: czarne karły, gwiazdy neutronowe i czarne dziury.Steven Wienberg, Pierwsze trzy minuty
Galaktyka widmo przebywa ostatni kilometr.
Ostatnie fotony wpadają do teleskopu Hubble’a.
Obok przez miliony lat mieściło się muzeum komet,
bo w końcu złowiono wszystkie. Wstęp był niedrogi: pół rubla.
Co pozwala nam przejść do kwestii ostatniego państwa:
światowa monarchia absolutna ze stolicą w Brukseli
i zgrabną Kartą Praw, którą psuła szatańska
sieć intryg u szczytów schodów i gry narkotycznych karteli.
Lecz najważniejsze, że wszystkim zapewniono dobrobyt,
to znaczy chleb, machorkę i garść tak zwanych pieniędzy.
Zresztą, to już przeszłość... Wyczerpano naturalne zasoby,
Najpierw wybuchło, później zgasło słońce, a z nim księżyc.
Ostatni kadr: spopielony glob w bryzie neutrin.
Ślady miast i budowli, cienie wodogłowych mieszkańców.
Czy długo to trwało? Nie, czas eksplozji był krótki.
Co myśleli zanim pochłonął ich nieubłagany łańcuch
reakcji termojądrowej? Że schrony ich jednak ocalą?
Że zdołają przetrzymać żar? A może inaczej:
że zaraz spotkają się z Najwyższym w międzygwiezdnym halo?
Jeszcze sekunda. Koniec. Już nigdy nic – w tym poemacie.
Opole-Ousbyholm, 1998
(Tivoli, 2000)