« Ślad
Wolfgang Cebula: przyczynek do biografii
Imię i nazwisko
widniejące w spisie lokatorów,
na klatce schodowej, takiej jak inne.
Tylko pięć sylab,
a cały w nich ktoś,
niedostępny, choć przecież bliski.
Przychodzi Wolfuś na świat i po chwili,
zuch chłopak, kończy podstawówkę.
Ho ho, ma piękną narzeczoną,
dwójkę dzieci, malucha,
na wczasy jedzie do Bułgarii.
Dziadzio Wofgang już na emeryturze,
ale wciąż się czuje jak młody Bóg.
Ile to trzeba być i być,
ile lat przepuścić w urzędach i szpitalach...
A nocy bezsennych ile,
ile poranków bez słońca i bez miłości...
Co się potem z tym wszystkim dzieje?
Jest jedno małe pstryk
i gasną wszystkie gwiazdy?
Niechby został płatek śniegu na czole,
bolesny kamyk w lewym bucie.
Za morzami, za lasami, żył Wolfgang Cebula,
żył na pewno,
ach, co to było za życie!
A oto i on,
zdejmuje kapelusz,
kłania się państwu nisko,
posyła wszystkim uśmiechy.