Aż wreszcie trafił na zupełne bezsłowie.
Wszystko już było: import, eksport, hurt i detal.
Chudy język zapędza go w Krótką, pod monopolowy,
za którym straszy kanciasta hałda osiedla.
Tam, gdzie jest przedszkole, była kiedyś poczta,
a tam, gdzie poczta, mięsny, choć wszystko się zaciera.
Jedne tory rozebrano, drugie dziczeją w ostach.
Śmietnik ma daszek i wiatr nie moknie grzebiąc w papierach.
Od nocy bledną bloki - wszyscy są martwi,
gdy harpun Jedynki uderza w hymn i przestaje świecić.
A może tak: świat pęka jak warstwa brudu albo farby
i nieme słowo trafia na krótko do sedna rzeczy.