Z daleka kręci się w głowie niechlujny berberys
na wzgórku, sterczącym ku niebu jak dziewicza pierś
w marzeniach ekstremisty, który wychodzi z interny –
Rondo Reagana przy nim to wiejski klombik.
Nagrobkowy krawężnik, podsypany kostką,
otwiera się na cztery mordercze przejścia dla pieszych.
TIR wrzuca dwójkę, to samo przegubowy autobus,
a duży fiat nawet nie zmienia biegu i gna przed siebie,
rybitwy wiedzą dokąd, pewnie nad wodę.
Pierwszy wyjazd – Biedronka, drugi – Castorama,
dziewiątce odbija w lewo na ostatni przystanek przed pętlą,
a psy mają na dołek jeszcze oczko dalej.
A jak ktoś zapomniał rodzinę w Kauflandzie,
to robi kółko i zawraca. Ale musi się śpieszyć,
bo metaliczna kra skuwa o zmierzchu ulice
i pod ciosami ksenonów zwija się w embrion pamięć.