« Inne historie
 
Światło pod koniec sierpnia

Czepiło się ręcznika,

zmieniając go w kawał

falistej blachy.

A dzika jabłonka

wygląda na brzozę –

 

taka syberyjska

na tle fioletowych

chaszczy… Miękkie?

Sami spróbujcie

zasuwać w korku

 

od Asnyka do Zegadłowicza

i z powrotem

planowaną obwodnicą

przez trzynaście godzin

trzydzieści osiem minut,

 

albo lepiej, bo zmierzch

wciąż się ociąga,

słodząc immelmany

tanich przewoźników…

Najważniejsze, że widać

 

trzy puszki w trawie,

a nie pięć,

jak w rozrzutnym lipcu.

I forsycjom już się

nie pali. A cień, jak to cień,

 

przeciąga swoje metafory,

podnosi z rabatki dalię

i rzuca ślimakom.

Komuś, kto się budzi,

dzwonią firanki.


 

Niniejsza strona zawiera działa literackie, będące wytworem wyobraźni autora. Wszelkie podobieńtwo do istniejących osób i zdarzeń - użycie imion i nazwisk, czy szczegóły opisywanych sytuacji - jest niezamierzone i przypadkowe.