« Ślad
Dzienniczek lektur
Od samego rana tkwię w altanie na działce.
Bez chwili wytchnienia, raniąc do krwi palce,
Czytam Gravity's Rainbow Thomasa Pynchona.
Córka sąsiadów z naprzeciwka, rozmarzona
Czternastolatka, właśnie plewi szczypiorek:
Najpierw wypina się powoli w moją stronę,
W tej pozycji wyrywa kłos perzu, po czym,
Już wyprostowana, odgarnia z czoła włosy.
Gapię się na je smukłe plecy jak cielę.
Odkładam książkę... Sięgam po camele...
Za tydzień będzie można zbierać agrest.
Ale brzoskwinie są wciąż małe i twarde.
Ciekawe, że marchew jeszcze nie wzeszła.
Uff, niewygodne to oparcie krzesła...
Wstaję, podchodzę do przerdzewiałej
Siatki ogrodzenia, rzucam niedopałek
Między goździki sąsiadów i pijany
Czerwcowym powietrzem - wracam do altany.
Biorę do rąk książkę, niechętnie, niemalże z bólem.
Jestem kaleką. Książki to moje przeklęte kule.
(Świat dla opornych, 1997)