« Ślad
Macinkiewic schodzi do piekieł
I
Uzbroiwszy się w zdatną do rycia łopatkę
Gaśnicę pianową
Śrubokręt
I parę innych cennych instrumentów
Naprzeciw swego mieszkalnego pudełka
Pod osłoną nocy
Macinkiewic przystąpił do prac wiertniczych
Czego to już nie odkryto
Jakich rozumków nie zjedzono
Tymczasem tuż pod naszymi stopami
Rozpościera się niezbadane
Okrutne straszne
Przepastne
Ani chybi –
Piekło
Miliony i miliony
Kobiet dzieci mężczyzn
Smażą się na rusztach piekielnych
Gotują w kadziach ze smoła jak jajka na twardo
W ciemnościach
Bo ogień piekielny nie daje światła
Dręczeni przez insekty szczury
A nade wszystko pieklących się urzędników
Ktoś musi do nich dotrzeć i ich uwolnić
Ktoś musi chociaż spróbować
II
Tamtej więc nocy
Macinkiewic odgarnął z niedużego trawnika
Warstwę śmieci suche źdźbła
Pokłady kapsli z cynkowej blachy
Podkłady gliny i piasku
Tak jak przypuszczał
Pod piaskiem i gliną
Znajdowały się ciężkie żelazne wrota
Macinkiewic
Otworzył je śrubokrętem
Po drugiej stronie ciemniały chlorowe pola
Wieżyczki strażnicze
Na ciekłych stokach gór czekały na niego
Legiony pancerne
Tylko dzięki Bogu
Uporał się z nimi
W trzy kwadranse
Gorzej było z morderczymi zasiekami
I krzyżowym ogniem
Ale i im dał radę
Szczęśliwie przebrnął
Przez niejeden kombinat siarki
Zatrzymały go na dłużej siódmy ósmy i dziewiąty krąg
Specjalne oddziały generała Hieronymusa Boscha
Zawzięcie stawiały opór
III
Dopiero nad ranem
Macinkiewic wyważył drzwi ostatniego baraku
Rozkuł ostatnie płonące kajdany
Ugasił ogniste dysze
Zniszczył wyrzutnie pokus
Mocno przypiekało czarne słońce
Gdy wreszcie usiadł strudzony
Nad strumykiem lawy
Zdjął resztki ubrania
Zzuł dymiące buty
I wtedy
W wielkiej ciszy
Usłyszał własny głos
– Jesteś wolny
Teraz jesteś wolny
(Zawieram z tobą przymierze, 1993)