« Ślad
 
O chłopcu, który chodził na niedzielne msze

Januszowi Szuberowi

Opole-Półwieś to była parafia! W niedziele proboszcz
wygłaszał kazania jakby czytał wiadomości
w niemieckim radiu. Kołnierze ze srebrnego lisa,
choć przeżyły niejeden kark, bezlitośnie kłuły
w oczy kogo trzeba. Z chóru okrąglutki rok
wionęło podchoinkowym „Warsem”.
                                Po godzinie
zimnej niczym przedsmak zaświatów,
wybiegało się z kościoła na dziedziniec plebani.
Zanim wyglancowany tłum zdążył go zapełnić
podkładało się korki pod koła syrenek, maluchów
i królów szos, dużych fiatów. Ochrypłe zawodzenie
odpalanych kolejno silników to był sygnał,
żeby zwiewać za bramę dziobatą od klepsydr.
                                           Na koniec
całą drogę do domu wykłócało się z kolegami,
zażarcie, jakby szło o życie, czy święty Piotr
wpuścił do nieba pierwszego psa w kosmosie, Łajkę,
czy nie wpuścił.

(Tivoli, 2000)
 

Niniejsza strona zawiera działa literackie, będące wytworem wyobraźni autora. Wszelkie podobieńtwo do istniejących osób i zdarzeń - użycie imion i nazwisk, czy szczegóły opisywanych sytuacji - jest niezamierzone i przypadkowe.