« Ślad
Ucieczka z Bizancjum
That is no country for old men.
W.B. Yeats
I
To nie jest kraj dla ludzi. Ziemia pokrzyw
Czarnych z pragnienia, miasteczek, gdzie bicie
Rąk o szkło – wita dzień, niewinny okrzyk:
„Och, Szatanie!” – upaja zakonnice,
Barakko – szczerzy kły. Jesteś jak chłopczyk
Który zasnął w chorym kwiecie – kusiciel
Maluje Ci tron, pałac, błękit rzeki...
Izaaku. To sen. Podnieś powieki.
II
Tedy zbuduję okręt – ja – błazeński
Odyseusz skazany przez Itakę
Na żywot aptekarza – śmieszne klęski,
Nędzne zwycięstwa, pieśni sypki piasek:
„My mydlani ludzie – każdy z nas tęskni
Do barw, burz, bitew, brzęku zimnych czaszek”.
Dlatego morzami płynąc ucieknę
Ze świętego miasta Bizancjum.
III
Był raz sobie kraj: w nim pociągi pełne
Bochnów chleba – nad pociągami śpiewał
Aeroplan, pląsał aniołek, pełnię
Księżyc zawieszał pod rzęsami nieba.
Nikt nie znał bajek o żołnierskim hełmie
Ni potopie. Drwale drżeli o drzewa.
Czego człek tknął, zmieniało się zaiste
W złoto – tak czyste aż nierzeczywiste.
IV
Żagle jak skrzydła martwych ważek. Można
Lać wodę z garnka w garnek lub gin w gardło,
Gapić się na grejpfrutowy gryf morza:
Na lewo wyspa Utopia – z jej zgrabną
Wieżą tortur. Na prawo Skylla – zbożna
Rybka... Coś nie chce się wyjść na ląd... Parno...
Tedy płynę. Gdzieś jest kres kołysanki
Splecionej z tych fal... Blask... Chór... Grom mówiący: „Śanti”...